Mam przyjemność zaprezentować Wam moje kolejne przemyślenia na temat zalet GW2. Z góry przepraszam za zbyt częste używanie słowa „endgame”, ale naprawdę ciężko je zastąpić.

Zaczynamy!

Endgame… cóż to takiego? Jak sama nazwa wskazuje, jest to część gry, gdy nasza postać osiągnęła już maksymalny poziom rozwoju. W wielu tytułach cała reszta zawartości- linia fabularna itd- to swego rodzaju droga do celu, jakim jest ów endgame. Zwykle kojarzy się on z niekończącym się powtarzaniem tych samych misji, wykonywaniem „codziennych” zadań. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda.

Czy jest sens istnienia czegoś takiego jak endgame?

Pytanie dziwne, bo w końcu coś takiego istnieje, ale  to nie znaczy, że tak powinno być. Pomijając fakt, że prawie żaden endgame nie jest specjalnie satysfakcjonujący, to sam fakt jego obecności w pewien sposób umniejsza wszystko to, co zrobiliśmy wcześniej. Jako przykładem posłużę się tutaj SWTOR, w który miałem okazję pograć przez miesiąc. Celem tego fragmentu nie jest pokazanie słabostek tej gry, a jedynie wprowadzenie do dalszej części. Mimo, że całkiem fajną zabawą było awansowanie wykonywanie misji itd, to jednak po osiągnięciu 50 poziomu pojawiało się pytanie – co dalej? A odpowiedź brzmi… Nic! Oczywiście, przygotowane zostały „codzienne questy”, ale powtarzanie tych samych czynności w tym samym miejscu znudziło mi się już po dwóch dniach. Dalej… flashpointy, czyli odpowiednik lochów. Niby fajna zabawa, ale tylko za pierwszym razem. Niestety, po obliczeniu, że będę musiał 50 razy wykonać tą samą, dwugodzinną misję, by kupić odrobinę lepsze spodnie, zrezygnowałem. Zwłaszcza, że trudność polega na tym, że bossowie mają śmiesznie duże ilości punktów życia i ataki zdolne skosić całą naszą kompanię. Tak więc po 2h męki często okazywało się, że „nie damy rady ostatniemu bossowi, musimy wyjść”. Mało to przyjemne, a i sposobu na obejście nie ma, bo na owych bossów nie działają praktycznie żadne efekty- ot, stoją w miejscu i leją wszystko co się rusza, a cała nasza drużyna używa wszystkiego, co ma, by zabić go zanim włączy „rage mode” i zabije nas samym nieświeżym oddechem. Nic tak nie boli, jak poczucie absolutnego zmarnowania ostatnich dwóch godzin.

Wnioski? Endgame w obecnej postaci to zło. Ale czy konieczne?

A jak to będzie w Guild Wars 2?

No właśnie, GW2 z endgame ucina end i tworzy game. Jak?

W bardzo prosty sposób – gra od początku rzuca nas w wir wydarzeń, które w żaden sposób nie sugerują, że jesteśmy dopiero na początku podróży. Nie będzie walk z bossem-szczurem, czy też zbierania kwiatków. Oto jeden z pierwszych bossów na terenach ludzi: 

Robi wrażenie, co? Te drzewa obok i wóz w powietrzu to żadne miniaturki – to „coś” jest zdecydowanie duże. A kiedy to spotykamy? Zaraz po wyjściu z miasta, chwilę po rozpoczęciu gry.

A co my tu mamy? (5:00-7:00)

Ten wielki, kamienny skurczybyk to jeden z pierwszych przeciwników napotykanych przez gracza grającego popielcem.

Walcząc z czymś takim nie będziemy się czuli jak początkujący newbie, a jak bohaterowie – i tak powinniśmy się czuć przez całą grę, a nie dopiero na jej końcu. Owszem, wraz z nowymi poziomami zdobywamy więcej umiejętności, traitów, zwiększają się nam statystyki itd, ale same poziomy nie są aż tak ważne. Umiejętności odblokowują się z czasem, traity zdobywamy w mini-grach, czy też specjalnych questach, a poziomy wbijamy niejako „przy okazji”.

No dobrze, fajnie. A co jak już ten maksymalny poziom osiągniemy? Wszystko! Dzięki systemowi skalowania możemy grać z kolegami na niższym levelu i dalej być za to nagradzani ( w przeciwieństwie do innych gier), jednocześnie nasza moc zostanie ograniczona, by nie psuć zabawy innym i nam samym. To działa również w drugą stronę – już na niskich poziomach możemy iść z kolegą znacznie bardziej doświadczonym i razem z nim cieszyć się wysokopoziomową zawartością gry! A to nie wszystko…

O czym zapomnieliśmy? O dwóch rzeczach – szeroko pojętym PvP oraz dynamicznych wydarzeniach. O ile na temat dynamicznych wydarzeń trochę więcej napisałem w poprzednim artykule (zmienny świat, możliwość powrotu i zastania zupełnie innego stanu rzeczy, bariera poziomowa wyeliminowana przez system skalowania), to na temat PvP niewiele mówiłem. I dalej niewiele powiem, bo ten temat szerzej opisze dla was Arden. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na WvWvW – wiele osób planuje całą grę spędzić w tym trybie i wcale im się nie dziwię. To połączenie dynamicznych wydarzeń, dueli, wielkich bitew i ogólnie tego, co w PvP najlepsze, doprawione obietnicą sowitej nagrody dla serwera, który zwycięży.

Wnioski?

Endgame w Guild Wars 2 zaczyna się wraz ze stworzeniem postaci i trwa do samego końca. Nawet wtedy wciąż możemy stworzyć inną postać (pozdrawiam wszystkich „altoholików”) i cieszyć się inną fabułą, innym sposobem rozgrywki, bez poczucia „znowu to samo” – w końcu świat ciągle się zmienia, każde przejście gry to uczestnictwo w innych wydarzeniach, spotykanie nowych ludzi i odkrywanie nowych-starych miejsc, które zmieniły się pod naszą nieobecncość.

Podobne tematycznie treści: