Już nie jestem postacią bez wcześniejszego tła historycznego. Moje wychowanie jak i jego miejsce, definiuje dla mnie gracz. Również to czym kieruje się w życiu i jak potrafię wyjść z opresji oddane zostało „do definicji”. To twoim zadaniem jest przyporządkowanie mi odpowiednich cech, które następnie będą świadczyły o moim wcześniejszym życiu. „Wcześniejszym” w odniesieniu do okresu przed czasem gdy samodzielnie rozpocząłeś kreowanie mojej własnej legendy. Legendy w świecie Tyrii.

Nasza pierwsza wspólna przygoda rozpoczyna się w mojej rodzimej osadzie. Startujemy z wielką nadzieją poprawy świata, który od dawna boryka się z wieloma problemami, powstałymi głównie na skutek niespodziewanego powrotu smoków. Lecz nie oszukujmy się, zło zawsze czaiło się w mroku, czekając jedynie na odpowiedni moment do zadania nam ostatecznego ciosu. Poza murami miasta, nad wyraz szybko wpadamy w wir wydarzeń. Pomyśleć, że to miejsce oddalone jest o rzut kamienia od mojego własnego domu, jedynie odgradzające je mury sprawiają, że o sytuacji której zaraz będę świadkiem, prędzej czy później dowiedzielibyśmy się z plotek…

Ci którzy przekraczają bramę razem ze mną, już w pierwszych sekundach wiedzą, że życie toczy się tutaj innym rytmem. Podgrodzie atakuje banda centaurów, a obrońcy kiepsko radzą sobie z tak dużą liczebnością przeciwników. Kapitan straży prosi nas więc o swoją pomoc. W różnych punktach miasta rozsiani są cywile, którzy przestraszeni aktualną sytuacją, nie mają pojęcia o bezpiecznym kącie do którego mogli by się udać. Bezbronne dzieci, oraz prości wieśniacy niemający pojęcia o walce jakąkolwiek bronią, to najłatwiejsze cele dla agresora, chcącego wywołania jak największego spustoszenia. Bez namysłu postanawiamy pomóc zbrojnym w odparciu wroga. Zaczniemy od czegoś prostego. Naszym zadaniem jest poinformowanie osadników, o zorganizowanym schronieniu w pobliskiej karczmie. Wydaje się łatwe, lecz nienatchnięcie się na wrogie jednostki, jest chyba równe prawdopodobieństwu wygranej w karty w najlepszym barze Divinity’s Reach. Nieroztrząsający całej sytuacji, po odnalezieniu kilku osób i wybiciu paru centaurów, udajemy się do wspomnianej karczmy. Miejsce znajduje się w dogodnym strategicznie punkcie. Tam też, znajdujemy przywódcę i grupę wcześniej napotkanych bezbronnych ludzi. Młoda kobieta okazuje się dowodzić w tym „schronieniu”, lecz na dłuższą rozmowę nie  ma co liczyć. Atak wciąż trwa, a przydadzą się każde ręce skore do pomocy.

Centaury odparte z centralnych części wioski, skumulowały swoje siły w lokalnym garnizonie. To właśnie tam musimy się udać, by każdą możliwą siłą odpierać wroga. Na miejscu czekają już inni śmiałkowie, oraz zdziesiątkowana ochrona miasta, która zaczyna mieć problemy z utrzymaniem twierdzy. Szybko śpieszymy z pomocą… Po paru chwilach pomimo iż to pierwszy raz przychodzi nam stawiać czoła zagrożeniom obcego mi świata. Centaury okazują się prostymi przeciwnikami. Wyglądają groźnie, lecz w przeciwieństwie do małych i niepozornych Asur, są bardzo proste do pokonania.

No tak, tylko, że zawsze można wpaść na coś „pokaźniejszego”… ale to już inna historia.


Co wy na to? Ciekawią mnie wasze opinie co do tekstu. Przyznam się bez bicia, że pisałem coś takiego pierwszy raz w moim życiu. Jeśli ktoś nie załapał po wstępie, dodam w ramach objaśnienia, że narratorem tekstu jest postać którą „gra gracz”. To właśnie ona opowiada losy swoich przygód. Losy kreowania własnej legendy…

Podobne tematycznie treści: